Menu
Wstąp do związku Kim jesteśmy? Wspieraj związek Napisz do nas

Procesy z Chung Hong i JP Weber - podsumowanie

  • Dział: Dolnośląskie

Już ponad półtora roku toczą się sprawy w sądzie pracy po tym, jak zarząd firmy Chung Hong w strefie LG pod Wrocławiem zwolnił dyscyplinarnie 26 osób za strajk. Pod koniec grudnia 2013 roku cztery sprawy rozegrały się na korzyść strajkujących.

Wciąż nie możemy szeroko opisywać tego, co dzieje się na sali rozpraw, gdyż sprawy w sądzie pracy zostały utajnione. Na wniosek prawników Chung Hong, którzy twierdzili, że jawność godzi w interesy firmy, nikt z zewnątrz nie mógł uczestniczyć w rozprawach. Była to próba wyciszania potencjalnych protestów, rozbijania pracowniczej solidarności i uniemożliwiania zwolnionym informowania na bieżąco opinii publicznej o ich sytuacji.

19 grudnia 2013 r. sąd pracy w pierwszej instancji przychylił się do podstawowych roszczeń trzech zwolnionych pracownic. Sąd przyznał im odszkodowanie w wysokości ok. 6 tys. zł (z czego nakazał natychmiastowo wypłacić firmie miesięczne wynagrodzenie na ich rzecz) i zmienił warunki wypowiedzenia umowy o pracę. Zgodnie z wyrokiem, kwestia ewentualnej nielegalności akcji strajkowej nie upoważniała pracodawcy do rozwiązywania umów o pracę w trybie dyscyplinarnym bez zachowania okresu wypowiedzenia. Zgodnie z informacjami, które rozpowszechniał związek zawodowy, pracownice były przekonane o legalności strajku, więc nie były zobowiązane do zastosowania się do poleceń pracodawcy twierdzącego, że strajk jest nielegalny. Co ważne, w przypadku dwóch osób, sąd uznał część przedstawionego przez nas „rozszerzonego roszczenia” – czyli nie tylko zapisane w kodeksie pracy odszkodowanie wynoszące 3 pensje, ale także odszkodowanie za utratę prawa do zasiłku dla bezrobotnych (do tej pory sądy odrzucały tego typu roszczenia). Odrzucono natomiast drugą część naszego „rozszerzonego roszczenia”, czyli odszkodowanie za utraconą odprawę przy zwolnieniach grupowych (zdaniem sądu nie była ona dostatecznie uzasadniona). Sąd stwierdził również, że strajk jest jednym z podstawowych praw obywatelskich i konstytucyjnych, a w szczególności podstawowym prawem pracowników.

Natomiast 30 grudnia sąd przywrócił do pracy Krzysztofa Gazdę – zastępcę przewodniczącej komisji zakładowej w Chung Hong, którego zwolnienie dyscyplinarne było iskrą zapalną do rozpoczęcia strajku. Sąd nakazał również pracodawcy wypłacenie mu odszkodowania za cały czas pozostawania bez pracy (ok. 2500 zł miesięcznie od momentu zwolnienia w czerwcu 012 r.). Stwierdził również, że Krzysztof został faktycznie zwolniony za działalność związkową, w tym za prowadzenie sporu zbiorowego i przygotowania akcji strajkowej. W swoim wyroku sąd uzasadniał, że pracodawca utrudniał mu wykonywanie wszystkich tych czynności. Na poprzedniej rozprawie miały miejsce mowy końcowe. Krzysztof mówił o tym, że jeżeli zapadnie wyrok krzywdzący (podtrzymujący jego zwolnienie dyscyplinarne), to będzie to cios nie tylko dla niego, ale także dla innych związkowców, którzy walczą o pracowniczą samoorganizację, lepsze warunki życia i pracy dla innych i właśnie za to często spotyka ich podobny los jak jego.

21 lutego sąd pracy w kolejnej ze spraw przychylił się do roszczeń trzech osób, przyznając każdej z nich równowartość 3 miesięcznych wynagrodzeń. Odszkodowania te, podobnie jak przy pierwszych rozstrzygnięciach, wynoszą od ok. 5,5 tys. do 6,5 tys. zł.

Wyroki nie są prawomocne. Prawnicy firmy z JP Weber odwołują się od nich. Dopiero, gdy podczas apelacji sąd podtrzyma wyrok z pierwszej instancji, zarząd Chung Hong będzie musiał wypłacić pozostałą część odszkodowań, a Krzysztof będzie mógł wrócić do pracy i odebrać równowartość wynagrodzenia za czas pozostawania bez niej. Inne rozprawy zwolnionych za strajk są w toku i nie wiadomo, kiedy się zakończą. Jednak kilkanaście osób, w obliczu ciężkiej sytuacji materialnej, podpisało już ugodę z Chung Hong. Polegała ona jedynie na zmianie warunków wypowiedzenia i bardzo niskim odszkodowaniu. Zwolnienia dyscyplinarne zostały zastąpione zwolnieniami za porozumieniem stron, a także otrzymaniem dwutygodniowych pensji (ok. 800 zł brutto) dla osób z umowami na czas określony i miesięcznych pensji dla osób z umowami na czas nieokreślony.

Lokaut po strajku i przedłużające się rozprawy to jednak nie jedyne represje, jakie spotkały związek i środowiska, które wspierały tę walkę. Równolegle, gdy OZZ IP wniosło sprawy do sądu pracy, prawnicy firmy donieśli do prokuratury o popełnieniu przestępstwa, jakiego rzekomo dopuścił się związek zawodowy – czyli „nielegalnego strajku”. Prokuratura już od ponad roku przesłuchuje świadków w tej sprawie i ma zadecydować czy umorzy sprawę czy wniesie ją do sądu karnego. Przesłuchania ciągną się tak długo, gdyż prawnicy z JP Weber cały czas powołują nowych świadków w sprawie. Początkowo była to ich strategia, by jeszcze bardziej wydłużyć sprawy w sądzie pracy, gdyż zwyczajowo sąd pracy nie wydaje wyroku dopóki nie rozstrzygnie się sprawa w prokuraturze. Była zatem realna groźba, że postępowanie procesowe w sądzie pracy zostanie zawieszone do czasu ogłoszenia wyniku sprawy w prokuraturze. Sąd pracy uznał jednak, że jest to niesprawiedliwe wobec zwolnionych pracowników i postanowił kontynuować rozprawy. Nadal jednak mogą czekać nas represje prawne - przesłuchiwani w prokuraturze członkinie i członkowie IP w charakterze świadków mogą zostać uznani za podejrzanych.

Dodatkowo, w trakcie strajku i po strajku, kiedy apelowaliśmy o wsparcie finansowe dla zwolnionych, prawnicy Chung Hong z firmy JP Weber zgłosili na policję doniesienie o popełnieniu wykroczenia – rzekomo dopuściliśmy się nielegalnej zbiórki publicznej. Policja wniosła sprawę do sądu, a ten wydał wyroki nakazowe przeciwko sześciu osobom. Odwołaliśmy się od nich. Do tej pory dwie osoby zostały uniewinnione przez sąd, a cztery nadal czekają na rozstrzygnięcie sprawy (grozi im grzywna w wysokości ok. 500 zł od osoby oraz koszty sądowe). We wszystkich sprawach świadkiem jest Joanna Sułowicz, prawniczka z JP Weber, która – działając za swojego mocodawcę – złożyła powiadomienie o „nielegalnej” zbiórce. Jak dotąd nie zeznawała jednak zasłaniając się tajemnicą zawodową radcy prawnego.

Niedługo po strajku w fabryce jego zarząd, po to by szybko zagospodarować pole po rozbiciu komisji OZZ IP, umożliwił powstanie nowego związku z ramienia NSZZ Solidarność. Jest on złożony głównie z pracowników biurowych i liderów zmian. Komisja Solidarności przypisuje sobie sukces wywalczenia dla pracowników premii wydajnościowej, choć był to efekt naszych wcześniejszych negocjacji z zarządem prowadzonych podczas sporu zbiorowego. Jednocześnie wprowadzono kary pieniężne dla pracowników (np. za uszkodzenie komponentów), czego wcześniej w fabryce nie było.

Instytucje, od których strajkujący domagali się reakcji (Agencja Rozwoju Przemysłu, która zarządza strefą, Wojewódzka Komisja ds. Dialogu Społecznego, czy poszczególni politycy), wyciszały sprawę lub manipulowały sytuacją. WKDS naciskał na OZZ IP, by jak najszybciej zakończyła spór zbiorowy w Chung Hong, ignorując kwestię 26 osób dyscyplinarnie zwolnionych za strajk. Na to oczywiście nie było naszej zgody.

Firma JP Weber próbowała naciskać na związek także na inne sposoby. Kilka osób ze strajkujących dostało wezwania do zapłaty za straty poniesione przez fabrykę w wyniku strajku (15 tys. zł od osoby). Sprawa nadal nie jest rozstrzygnięta, ale póki co ucichła. Ponadto, prawnicy chcieli ocenzurować stronę OZZ IP, a także artykuły na stronie Think Tanku Feministycznego, grożąc pozwami m.in. za oczernianie marki. Dodatkowo redakcja portalu Centrum Informacji Anarchistycznej dostała, wniesione przez kadrową firmy, przedsądowe wezwanie do zdjęcia artykułu o Chung Hong.

Represje po strajku pokazują, że prawo do niego w praktyce nie obowiązuje i musi być dowodzone przed sądem, a ustawy o związkach zawodowych i o rozwiązywaniu sporów zbiorowych, a także kodeks pracy nie są przestrzegane. To stawia zarówno państwo, jak i zarządy firm ponad prawem.

Działania prawniczej firmy JP Weber wpisują się w amerykański model relacji ze związkami zawodowymi oparty na ich zwalczaniu (z j.ang. union busting). Polega to m.in. na rozpoczynaniu (lub grożeniu rozpoczęciem) procesów sądowych, czyli tzw. strategicznych pozwów przeciwko społecznym inicjatywom uderzającym w korporacje (z j. ang. SLAPP - strategic lawsuit against public participation). Mają one na celu cenzurować lub zastraszyć i w efekcie uciszyć społeczną krytykę, a w przypadku związków zawodowych doprowadzić do ich rozbicia. Można oczywiście stwierdzić, że w Polsce, takimi czy innymi metodami, walka z organizacjami pracowniczymi jest prowadzona od lat. Co jednak specyfi czne, dla korporacji sowicie opłacających armię prawników – prawne nękanie pracowników, związkowców czy organizacji społecznych, staje się swoistą strategią. W kontekście sprowadzania konfliktów społecznych wyłącznie na drogę sądową, nierównowaga sił staje się więc nad wyraz oczywista.

Otwartym pozostaje pytanie, jakie strategie może przyjąć wobec tego związek zawodowy, skoro formalne narzędzia, które ma do dyspozycji (kodeksy, ustawy, sądy pracy, komisje trójstronne), tak często obracają się przeciwko robotnikom i robotnicom. Prawne instytucjonalne represje nie pozostawały jednak bez echa i rodziły społeczny opór. Liczne pikiety, demonstracje, kampanie społeczne, a także bojkot LG, w które włączyło się tak wiele grup i osób z różnych stron kraju i świata, były wyrazem solidarności ze zwolnionymi za strajk i umożliwiły zbudowanie ruchu społecznego wokół tej sprawy.

Jak pokazała historia strajku w Chung Hong, sprzężenie zwrotne między związkiem a ruchami społecznymi, solidarność ludzi, samopomoc i akcje bezpośrednie jest zatem tutaj na pewno jedną z odpowiedzi.