Menu
Wstąp do związku Kim jesteśmy? Wspieraj związek Napisz do nas

„Nie chcemy nikomu szkodzić – chcemy tylko odzyskać pieniądze” – klub Punto nadal dłużny byłym pracownikom

W maju do Inicjatyw Pracowniczej zgłosił się pracownik, który nie otrzymał wynagrodzenia za pracę w poznańskim klubie Punto. To miejsce występów drag kings i drag queens, ważnych figur w kulturze LGBT. Punto funkcjonuje jako klub przyjazny dla osób o różnej orientacji seksualnej – ale czy przyjazny dla pracowników i pracownic? Zaległości płacowe wobec osoby, która się do nas zgłosiła, zostały spłacone dopiero po naszej interwencji. Sądziliśmy, że problem był jednorazowy, jednak we wrześniu zgłosiły się kolejne osoby, które również nie otrzymały pensji. O Punto rozmawiamy z Pawłem, Justyną i Darkiem. Na zdjęciu przed klubem trzymają nakazy płacowe od Inspekcji Pracy, zobowiązujące właściciela lokalu do wypłaty zaległych wynagrodzeń i odszkodowań na łączną kwotę 27 tys. zł.

Jak Wam się pracowało w Punto?

Darek: Pracowałem jako barman od otwarcia klubu, czyli od września 2018 roku. Pracę skończyłem w czerwcu 2019 r. Nie była prosta: trzeba robić wszystko, aby zadowolić klientów, pracujesz głównie nocą. Bardzo mnie jednak satysfakcjonowała, mogłem poznać wielu ludzi i chciałem, by byli w naszym klubie szczęśliwi.

Justyna: Również byłam zatrudniona od września 2018 do czerwca 2019 r. Pracowałam jako pomoc barmańska, dostarczałam szkło i lód, uzupełniałam lodówki, sprzątałam, myłam wszystko, zbierałam ze stołów puste naczynia.

Paweł: Wykonywałem praktycznie wszystko: miałem obowiązki managera, stałem za barem, pracowałem przy inwenturach, fakturach, towarze, kasie, zajmowałem się gośćmi. W mojej umowie było napisane, że jestem kierownikiem, choć miałem taką samą stawkę, jak wszyscy. Dostawaliśmy te same pieniądze. A potem ich już nie dostawaliśmy.

10-tego dnia miesiąca nic nie wpłynęło na konto?

Paweł: W sumie nigdy nie dostawaliśmy pensji na czas i za każdym razem musieliśmy prosić się o pieniądze. Nasze prywatne zobowiązanie nie były dla szefa ważne. Większe problemy zaczęły się w lutym, kiedy wspólnik właściciela przestał zajmować się sprawami finansowymi, a potem się wycofał. Za luty dostaliśmy pensję pod koniec marca. Szefostwo robiło spotkania. Tłumaczono nam, że klub jest niewypłacalny, że nie ma pieniędzy.

Zgodziliście się pracować dalej bez wynagrodzenia?

Paweł: Liczyliśmy, że sytuacja za chwilę się poprawi. Widzieliśmy naprawdę spory rozwój klubu, ale nie mieliśmy żadnego wglądu w dokumenty. Myśleliśmy, że klub zarabia na siebie. Każdy z nas pracował za barem, widzieliśmy, jakie są zamówienia i jaki obrót.

Darek: Trwało to do końca czerwca. Już w kwietniu zwolniło się 5 czy 6 osób. Nowe nie zostały zatrudnione, więc reszta pracowała więcej. Słyszeliśmy co tydzień deklaracje, że już za chwilę będą pieniądze. Żyliśmy praktycznie tylko z napiwków, ale nie mówiliśmy tego klientom, wciąż liczyliśmy na poprawę. Każdemu z nas zależało na tym klubie, bo budowaliśmy go od początku: wynosiliśmy gruz, malowaliśmy ściany, Paweł pracował nawet na budowie. Gdy klub zalało, sprzątaliśmy po godzinach. Więcej czasu tam spędzaliśmy niż w domu. Dlatego godziliśmy się na to. W czerwcu znów obiecywano, że spółka wszystko ureguluje: zapewniano nam, że wezmą kredyt, który miał sfinansować poprzednie wypłaty. Ale przyznano niższy kredyt, dlatego spłacono nas tylko częściowo za marzec i kwiecień. Już nie chcieliśmy pracować za darmo.

Jakie kroki podjęliście?

Justyna: W czerwcu byliśmy w Państwowej Inspekcji Pracy, złożyliśmy skargę. Rozwiązaliśmy umowy o pracę z powodu ciężkiego naruszenia przez pracodawcę obowiązków wobec pracowników.

Darek: Kilkanaście razy pisałem do szefa z pytaniem, kiedy otrzymamy pieniądze. W czerwcu dostałem odpowiedź, że przecież dobrze wiem, że spółka jest niewypłacalna, ale szef robi wszystko, aby to uregulować i być może na dniach wszystko się wyjaśni. Mamy październik, nic się nie wyjaśniło. Wysłaliśmy wezwania do natychmiastowej zapłaty. Bez odpowiedzi. Pani inspektor miała do nas prośbę, byśmy jeszcze raz spróbowali napisać. Zaproponowaliśmy rozłożenie długu na raty.

Justyna: Gdy jeszcze pracowaliśmy, to proponowaliśmy szefowi, że możemy otrzymywać chociażby dniówki, bo nie mieliśmy na mieszkanie. Za marzec i kwiecień nie dostaliśmy normalnej pensji, tylko zaliczki, o które zresztą musieliśmy się prosić. Mamy screeny rozmów, gdzie prosimy o 100 zł, 500 zł.

Jak oceniacie efekty kontroli Inspekcji Pracy?

Paweł: Kontrola była niezbyt skuteczna. Punto dostało nakaz płacowy z natychmiastową wykonalnością. W odpowiedzi na skargę otrzymaliśmy potwierdzenie z Inspekcji. Na podstawie przedstawionych dokumentów ustalono, że pracodawca nie wypłacił Justynie około 7700 zł, Darkowi 5200 zł i mi ponad 14 tys. zł brutto, wraz z odszkodowaniem. Mijały tygodnie i nic się nie działo. Z panią inspektor można skontaktować się tylko jednego dnia w tygodniu, w określonych godzinach. Inspektor rozłożyła ręce i powiedziała, że ona nic nie możesz zrobić, nie ma broni palnej, nie może przyłożyć pracodawcy noża do gardła i kazać zapłacić. Takich właśnie użyła słów. Dla mnie to żart.

Darek: Inspektorka mówiła, żebyśmy się jakoś próbowali dogadać, bo ona nic nie może zrobić. Mieliśmy czekać albo pisać wniosek o drugą kontrolę, bo im więcej skarg, tym szybciej można przyspieszyć cały proces. Napisaliśmy drugą skargę i nic nie przyspieszyło. Druga kontrola jest w toku.

Myśleliście o sądzie pracy?

Paweł: Tak, ale dopiero teraz stajemy na nogi, mamy nową pracę. Priorytetem jest spłacenie długów wobec przyjaciół, nie stać nas na prawnika.

Zgłosiliście się do Inicjatywy Pracowniczej. Związek próbował mediować, ale Wasz pracodawca skłonny początkowo do rozmów, nagle zerwał kontakt. Rozważamy w takiej sytuacji działania protestacyjne. Czy liczycie na wsparcie ze strony Waszego środowiska?

Darek: Chcę myśleć, że jeżeli komuś dzieje się krzywda, to się za nim staje. Uważamy, że dobrze wykonywaliśmy naszą pracę. Po odejściu dostawaliśmy bardzo dużo wiadomości, że nas brakuje, że byliśmy sercem tego klubu. To najbardziej boli. Liczę, że środowisko LGBT nas poprze. My od początku powtarzaliśmy, że chcemy odzyskać tylko nasze pieniądze, nie chcemy nikomu szkodzić. Dlatego długo milczeliśmy. Klub ma świetną ideę: jest to miejsce, gdzie performerzy, drag queens mogą się pokazać i czuć bezpiecznie. O to walczyliśmy od samego początku. Chcieliśmy, by klub przetrwał, by był azylem. Ale skoro my nie poczuliśmy się tam bezpiecznie, to sądzę, że to miejsce nie jest już takie pewne.

Paweł: Nasi rodzice też powiedzieli, że przyjadą, jeśli przed klubem odbędzie się pikieta. Będą stać razem z nami i walczyć.

Czy macie jakieś oczekiwania poza spłaceniem zaległości?

Darek: Uważamy, że potrzebne są zmiany. W Punto pracują ludzie. Nie wiem, czy mają problemy z pensją, nie znam ich. Chciałbym, to oczywiste, by pracowali za godne pieniądze. To jest spory klub, włożono w niego sporo wysiłku, chciałbym, aby przetrwał i aby pracownicy mogli tam czuć się dobrze, a pracodawca wywiązał się ze swoich obowiązków. I chciałbym, aby w Polsce istniały instytucje, które mogą robić częstsze kontrole i będą mogły wyciągać konsekwencje z naruszeń. Teraz jest tak, że zakończyła się kontrola i na tym koniec. Chcę się zwrócić z apelem: wiele osób nas znało, wie, jakimi jesteśmy ludźmi. Wiedzą, że nigdy nie działaliśmy na szkodę klubu, zawsze staraliśmy się dopinać wszystko na ostatni guzik, mieliśmy pomysły. Wiele osób wiedziało, że to jest nasz dom, więc zwracam się do ich sumień. Chcielibyśmy nie tylko rozwiązać nasz problem, ale też problem bardziej ogólny: aby gastronomia wreszcie poszła do przodu, żeby można pracować w niej zgodnie z prawem i żeby ludzie byli traktowani uczciwie. My jesteśmy zdeterminowani. Próbowaliśmy wszystkiego: rozmów, ugód, zwrócenia się do instytucji. To nie pomogło, więc prosimy o wsparcie. A jeżeli nie dostaniemy zaległych pensji, to jesteśmy gotowi stanąć przed Punto z pikietą. Już powoli nie mamy innych pomysłów, jak odzyskać to, co nasze.

/rozmawiała Agnieszka Mróz


PODPISZ PETYCJĘ POPARCIA, stworzoną przez byłych pracowników klubu Punto do byłego pracodawcy, w treści petycji czytamy:

Dlaczego ta sprawa jest ważna?

Właściciel poznańskiego klubu Punto Punto nadal nie rozliczył się z przepracowanych godzin z częścią swoich pracowników i pracownic. Pomimo przypomnień, próśb i prób negocjacji, a nawet zgłoszenia sytuacji do Państwowej Inspekcji Pracy – sprawa stoi w miejscu.

Klub, mimo deklarowanych problemów finansowych, nadal działa, gości występy osób z zewnątrz, zatrudnia nowych pracowników. W tej chwili jest nam dłużny prawie 27 tysięcy złotych. Nie odpowiada na propozycje spłaty długu w ratach. Ignoruje próby kontaktu wielokrotnie podejmowane przez osoby poszkodowane i członkinie związku zawodowego Inicjatywa Pracownicza.

Jesteśmy pod ścianą. Zwracamy się o pomoc do Was: przedstawicielek i przedstawicieli środowiska LGBT+ oraz sojuszniczek i sojuszników. Tylko presja społeczna i solidarność środowiskowa może wywrzeć nacisk na właściciela lokalu i pomóc odzyskać należne nam wynagrodzenie.

Równość dotyczy nie tylko dostępu do świadczeń socjalnych i zdrowotnych, możliwości planowania rodziny, legalizacji związku czy małżeństwa, ale też zatrudnienia i stosunków pracy. Nie zgadzamy się na to, żeby lokale gastronomiczne odmawiały pracownikom i pracownicom zapłaty za ich pracę. Tym bardziej – jeśli są to kluby działające pod szyldem tęczowej flagi.

Przemoc ekonomiczna potrafi wyrządzać taką samą szkodę jak każda inna jej forma: powoduje problemy bytowe (wpędza w zadłużenia, problemy ze zdrowiem, bezdomność), niszczy relacje osobiste, może być przyczyną krótko- i długotrwałych problemów psychicznych (depresji, zaburzeń lękowych, myśli samobójczych).


Walcząc o równość i godność każdego i każdej z nas, musimy być konsekwentni i oczekiwać jej na wszystkich poziomach. Dlatego liczymy na Wasze wsparcie, które możecie okazać podpisując tę petycję lub udostępniając ją.

Liczymy na polubowne rozwiązanie, ale jeśli tą drogą się nie uda – na Waszą obecność i fizyczne wsparcie sprawy.

PODPISZ PETYCJĘ

Powrót na górę