Menu
Wstąp do związku Kim jesteśmy? Wspieraj związek Napisz do nas

Syndykaliści w Powstaniu Warszawskim

Z Piotrem Grudką, studentem na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, przygotowującym pracę mgr poświęconą działalności ZSP rozmawia Przemysław Prekiel z portalu lewica.pl


Jaka była reakcja Związku Syndykalistów Polskich na wybuch Powstania Warszawskiego?

Komenda Główna Armii Krajowej, choć ostatni kontakt miał miejsce 31 VII, a mobilizacja trwała od kilku dni, nie zawiadomiła ZSP o terminie rozpoczęcia walk. Gen. Tadeusz Pełczyński "Grzegorz" tłumaczył to "niedopatrzeniem", dodając, że sprawa powstania to wyłącznie "nasza rzecz". Gdy już wybuchło, w ocenie Związku, nie było innej "racji stanu" jak bić się "najlepiej i najdłużej". Dzięki wcześniejszej gotowości udało się syndykalistom sformować: kompanię na Starym Mieście, następnie brygadę w Śródmieściu oraz pluton na Powiślu. Pozostali żołnierze meldowali się do najbliższych oddziałów AK.

Co możemy powiedzieć o żołnierzach 104. Kompanii Syndykalistów i jej dowódcy ppor. Kazimierzu Puczyńskim ps. "Wroński:? Jakie było ich uzbrojenie, komu podlegali i czym wykazali się w walce?

Kompania Syndykalistyczna, której nadano numer 104, została sformowana na Starym Mieście w pierwszych dniach sierpnia. Operacyjnie weszła w skład Zgrupowaniu AK "Róg" (jednostka grupy Warszawa-Północ). Dowódcą Kompanii został ppor. Kazimierz Puczyński "Wroński". Zastępcą do spraw bojowych ppor. Witold Potz "Koperski" – początkowo Komendant zgrupowania syndykalistycznego na Woli (ok. 20 osób), po likwidacji powstania w tej dzielnicy wycofał się na Stare Miasto i w czasie choroby "Wrońskiego" samodzielnie prowadził Kompanię. W momencie szczytowym Kompania liczyła ok. 500 żołnierzy (z czego więcej niż połowa nie posiadała broni). Składała się z trzech plutonów szturmowych, plutonu rezerwowego, plutonu roboczego i plutonu służb pomocniczych: żandarmerii (sprawował m.in. dozór nad jeńcami, których zatrudniono do licznych prac pomocniczych), pirotechniki i rusznikarstwa, oraz Wojskowej Służby Kobiet. Kwatera znajdowała się w fabryce "Szlenkier, Gettlich i Spółka", następnie przeniesiono ją do podziemi hal targowych przy ul. Świętojerskiej 4/6. Podczas spotkania uczestników walk na Starówce w 1956 r. podkreślano, iż syndykaliści pod względem organizacyjnym, gospodarczym i bojowym "byli najlepsi wśród nas". Posiadali własny magazyn żywności, kuchnię z piekarnią, oraz szpital polowy. Rolą Kompanii było łatanie dziur w obronie, odbijanie straconego terenu oraz wszelkie zadania specjalne. Wsławili się m.in. zdobyciem bunkrów szpitala wojskowego przy ul. Barokowej, Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych i Pałacu Rzeczypospolitej na pl. Krasińskich, walkami w Katedrze św. Jana i o Zamek Królewski. Swoistym symbolem była bohaterska obrona powstańczej reduty w Domu Profesorskim przy ul. Brzozowej 12 (została utrzymana do końca walk na Starym Mieście), bowiem w tym miejscu – mieszkanie prof. Kazimierza Zakrzewskiego – 21 X 1939 r. powołano ZSP. Do legendy przeszedł por. Józef Dołęgowski "Leśniewski", który miał przez 102 godziny bez odpoczynku walczyć na różnych barykadach (zginął w powstaniu). Kompania od początku otoczona była atmosferą nieufności. Żądano zmiany nazwy oddziału na 104 Kompania AK oraz zaprzestania noszenia opasek z czerwono-czarnymi barwami syndykalistycznymi (bezskutecznie). Na czas odcięcia od reszty Warszawy Stefan Szwedowski (był drugim zastępcą komendanta Kompanii) powołał do życia ekspozyturę Komitetu Centralnego ZSP. Ekspozytura, prócz udziału w walkach, prowadziła pracę społeczną, jak Komitet Obywatelski Starego Miasta i Komitet Pomocy Dzieciom (złożone z przedstawicieli cywilów i powstańców, niosą pomoc żywnościową i lekarską ludności). Wielką rolę odegrała w powstaniu poligrafia syndykalistów. Korzystając z własnego nasłuchu radiowego i podsłuchu telefonicznego, rozpoczęto wydawanie codziennego biuletynu informacyjnego "Iskra". Redaktorem został Jerzy Szyndler "Michał". W wolnych chwilach organizowano również występy artystów-żołnierzy. Kompania osłaniała odwrót oddziałów staromiejskich, ponosząc dotkliwe straty (wyniosły ok. 50 proc. stanu osobowego). Resztki, wraz z pionem politycznym, jako ostatnie przeszły kanałami do Śródmieścia. 2 IX KC ZSP, w porozumieniu z kierownictwem Syndykalistycznej Organizacji "Wolność", podjął decyzję o sformowaniu w tej dzielnicy Brygady Syndykalistycznej, obejmującej "rozbitków" 104 Kompanii, syndykalistów obu organizacji walczących w innych oddziałach, oraz ochotników. Dowódcą mianowano por. Edwarda Wołoncieja "Czemier". Od sztabu Polskiej Armii Ludowej otrzymano część uzbrojenia i aprowizacji. Brygada liczyła ok. 250 żołnierzy. Powstały 2 plutony szturmowe, 1 pluton zaopatrzenia, żandarmeria i łączność. W oddziale znalazła się także grupa węgierskich i greckich Żydów (wyzwolonych przez AK z obozu koncentracyjnego przy ul. Gęsiej), którzy pełnili funkcje pomocnicze. Brygada podlegała Syndykalistycznemu Porozumieniu Powstańczemu (ZSP i SOW), z organem prasowym "Syndykalista". Pion polityczny Brygady i ZSP ulokował się na parterze budynku przy ul. Wspólnej 32 i w piwnicy Wspólnej 31, natomiast pion wojskowy z dowództwem został zakwaterowany w kinie "Polonia", przy ul Marszałkowskiej 56. Na froncie budynku wywieszono czarno-czerwoną flagę. Brygada obok prac o charakterze operacyjnym i kadrowym, pełniła dodatkowo funkcje propagandowe i szkolenia ideowego. Nie zdążyła jednak wziąć już większego udziału w działaniach bojowych (obsadziła barykadę u wylotu ul. Hożej od strony Placu Trzech Krzyży). Staromiejscy żołnierze II plutonu pod dowództwem kpr. pchor. Stanisława Komornickiego "Nałęcz", na skutek wyjścia z kanału innym włazem, weszli w skład batalionu "Bończa", początkowo broniąc Powiśla, a następnie Czerniakowa. Po upadku przyczółka, ok. 10 żołnierzy (w tym "Nałęcz"), przedostało się na prawy brzeg Wisły. Większość z nich została wcielona do 1 Dywizji Piechoty im. T. Kościuszki, kończąc żołnierską służbę przy zdobyciu Berlina. Na Starówce pozostały szczątki Kompanii, częściowo wymordowane, częściowo wywiezione do obozu w Oświęcimiu. Ratują się m.in. zasypani podczas bombardowania: K. Puczyński, W. Potz oraz łączniczka Jadwiga Michalakówna "Zawiszanka". Po pięciotygodniowym ukrywaniu się w zajętej przez Niemców dzielnicy, przedarli się z bronią w ręku poza obręb Warszawy.

Powstanie Warszawskie miało być polityczną i wojskową manifestacją rządu w Londynie. Jak na sprawy walki, jej sensu patrzyli syndykaliści?

ZSP pełną odpowiedzialnością za wybuch powstania obarczał kierownictwo obozu londyńskiego. W ocenie syndykalistów wystąpienie pomyślane była jako demonstracja czynników rządowych celem objęcia władzy przed wejściem wojsk radzieckich. Dowodzono, iż wbrew oczekiwaniom, wobec niedojrzałości "czynników miarodajnych", powstanie nie stało się impulsem do uporządkowania problemów Polski, a doprowadziło do dramatycznego powikłania sytuacji politycznej. Zdaniem ZSP żaden ośrodek polityczny, nie umiał zdobyć się na działania, które rozwiązałyby istniejące problemy i odpowiadałyby powadze tragicznego położenia stolicy. Wraz z powiększaniem się hekatomby ofiar ZSP wystąpił z koncepcją porozumienia: Rady Jedności Narodowej, Centralnego Komitetu Ludowego i Krajowej Rady Narodowej oraz bezpośredniego zwrócenia się do ZSRR w sprawie zapewnienia pomocy dla powstania i unormowania stosunków. W obliczu negatywnego stanowiska RJN wobec tej inicjatywy ogłoszono faktyczną "abdykację polityczną" Rady. Na początku września uznano, że sprawa Warszawy była już tylko kwestią istnienia miasta i życia ludności, a to zależało od zwycięstwa armii radzieckiej na froncie. Zwracano też uwagę, że gdy rząd i związane z nim ugrupowania bezskutecznie apelowały o pomoc do świata, na obszarach wyzwolonych zachodziły procesy przebudowy społecznej, których istoty nie zmieniało twierdzenie, że były wynikiem zewnętrznej ingerencji. Swoje zadanie syndykaliści widzieli w pogłębieniu tego procesu przemian oraz nadania mu charakteru narodowego i niepodległościowego.

Dlaczego tak mało wiemy o bohaterach z ZSP? Byli tak mało widoczni, czy są świadomie pomijani? Jeśli zapytamy młodych ludzi o ZSP mało kto o nich słyszał.

Historia polskiej myśli i ruchu syndykalistycznego rzadko były dotychczas przedmiotem naukowej refleksji. Szczególnie odczuwalny jest brak analiz dotyczących okresu II wojny światowej. W okresie PRL "dworska" historiografia ruchu robotniczego skazała wiele "nieortodoksyjnych" rodzimych "-izmów" jak anarchizm, kooperatyzm czy właśnie syndykalizm, na potępienie jako "drobnomieszczańską" dywersję, a z czasem na zapomnienie. Obecnie zaś zanika zainteresowanie szeroko rozumianą historią ruchów lewicowych. "Polityka historyczna" pod firmą IPN tylko wzmacnia niepokojące tendencje, a co za tym idzie konserwację "białych plam" na mapie obrzeży głównych nurtów polskiego podziemia. Warto zatem pamiętać o bohaterach spod czarno-czerwonych sztandarów nie tylko w kontekście przypadających co roku rocznic. Inspiracją do podjęcia badań jest fakt, iż stworzyli oni jeden z najoryginalniejszych – zarówno w perspektywie organizacyjnej, jak i ideologicznej – nurtów politycznych.

Na zdjęciu Piotr Grudka

za: www.lewica.pl

Powrót na górę