Menu
Wstąp do związku Kim jesteśmy? Wspieraj związek Napisz do nas

Rozmowa o związkach zawodowych

Portal lewica.pl przeprowadził wywiad z działaczami i działaczkami związkowymi czterech organizacji: Grzegorzel Ilką z OPZZ, Barbara Radziewicz z Ogólnopolskiego Związku Bezrobotnych, Andrzejem Klisiem z Inicjatywy Pracowniczej i z Patrykiem Koselą z Sierpnia’80.

Co związkom zawodowym udało się w tym 20-leciu? Czy spełniły swoją rolę jako obrońca ludzi pracy?

Grzegorz Ilka:
To bardzo smutne, ale moim zdaniem, niestety - pomimo ogromnych wysiłków, związki zawodowe nie były w stanie zatrzymać procesu zmian ustrojowych w Polsce, które rozpoczęły się w 1989 roku, w chwili utworzenia gabinetu Tadeusza Mazowieckiego, a tak na prawdę Leszka Balcerowicza.

W Polsce nastąpiła tak daleko idąca liberalizacja gospodarcza, że pod tym względem prześcignęliśmy niektóre kraje Europy. To spowodowało ogromne rozwarstwienie społeczne w naszym kraju. Związki zawodowe pomimo bardzo wielu wysiłków, akcji strajkowych, manifestacji, inicjatyw ustawodawczych, niestety nie były w stanie zablokować tego procesu, a skutki, niestety, mamy jakie mamy. Wykluczenie społeczne, bezrobocie, bezdomność - a obok luksusowe osiedla za stalowymi ogrodzeniami, upadek publicznej służby zdrowia i wspaniałe kliniki dla prywatnych pacjentów, otwarte fundusze emerytalne, na których zarabia OFE, a nie przeszły emeryt. Ludzi, którzy nie mogą dojechać do pracy, bo nastąpił rozpad publicznego transportu, itd. Szkoda słów.

Andrzej Kliś: Jako anarchista nie czuję się "człowiekiem lewicy" choć zdaję sobie sprawę z tego, iż udział w związku zawodowym może być odbierany jako "działanie lewicowe". Anarchosyndykalizm jawi mi się jako najskuteczniejsza forma walki pracowniczej, a związki zawodowe odwołujące się do tej idei mają najuczciwsze relacje ze swoimi uczestnikami i ludźmi których popierają w swej walce. Niestety w przeciągu ostatnich 20 lat nie mieliśmy w Polsce zbyt wielu takich przykładów walk pracowniczych. Dużym centralom związkowym udało się natomiast upolitycznić, zdobyć ciepłe posadki i związkowe pensje, a przez to całkowicie się skompromitować w oczach zwykłych pracowników. Swojej więc roli do końca nie spełniły. Taktyka dużych central związkowych polegała na kroczeniu wstecz, oddawaniu kolejnych pól systemowi kapitalistycznemu. Oczywiście nie za darmo. W zamian za profity, stanowiska, miejsca na listach wyborczych partii, udział w rabunkowej prywatyzacji dużych zakładów.

Barbara Radziewicz: Z definicji wynika, że podstawowym zadaniem związków zawodowych jest obrona interesów zawodowych pracowników i działanie na rzecz poprawy ich sytuacji ekonomicznej i społecznej. Na przełomie ostatniego 20 lecia związki przeszły swoistą ewaluację w swoich działaniach. Radykalizm w działaniu przeszedł w fazę utrzymania równowagi w relacjach pomiędzy pracownikami a pracodawcą. Odnoszę wrażenie, że z upływem czasu związki zawodowe straciły swoją waleczność, przechodząc na pozycję zachowawczą. Analizując ilość przeprowadzonych ogólnopolskich akcji protestacyjnych odnoszę wrażenie, że związki zawodowe o zabarwieniu lewicowym jakby nie były obecne w życiu społecznym i gospodarczym naszego kraju. Duże centrale związkowe wybrały narzędzia działania mniej bulwersujące opinię publiczną i media, nastawiając się na osiągnięcie sukcesu w drodze dialogu z rządzącymi i na ochronie istniejących miejsc pracy. Odnosi się wrażenie, że wraz z topniejącym monopolem politycznym polskiej lewicy oraz z powodu braku wsparcia parlamentarnego, związki zawodowe swoją działalność ograniczyły do postaw zachowawczych, które w zasadzie sprowadzają się do braku wpływu na liberalizację prawa pracy oraz wprowadzanie coraz bardziej zmodyfikowanych elastycznych form zatrudnienia. Nalezą się słowa uznania mniejszym organizacjom związkowym, które nie bacząc na liberalne bajania o kryzysie zachowały wolę walki i podejmują radykalne działania wobec zarządów firm, łamiących prawa pracownicze, szczególnie w zakresie godziwego wynagradzania za pracę. W sytuacji kryzysowej akceptują ograniczanie godzin pracy (zmniejszanie wymiaru etatu), wykorzystywanie urlopów wypoczynkowych lub urlopów bezpłatnych w okresie przestoju, wszystko to w imię utrzymania zatrudnienia. Tym samym sprzyjają rządzącym, którzy cieszą się z powodu niskiego wskaźnika bezrobocia. Globalnie nie jest to powód do chwały, bo coraz częściej obserwujemy ekonomiczny upadek rodzin, które za swoje wynagrodzenie za pracę, nie są w stanie się wyżywić i pokryć kosztów utrzymania mieszkania. Nie tak sobie wyobrażałam rolę związków zawodowych, jako obrońców ludzi pracy.

Patryk Kosela:
Związkom zawodowym w ostatnim 20-leciu udało się zrobić wiele, lecz niekoniecznie to wiele oznaczać musi działanie pozytywne. Tu należy wrzucić kamyczek do ogródka trzem największym centralom związkowym. Słaby Kodeks Pracy, niesprawiedliwa Ustawa o związkach zawodowych, nie wsłuchiwanie się w głos pracowników - to tylko trzy główne przewinienia central z Komisji Trójstronnej do spraw społeczno-gospodarczych. Zaraz po 1989 r. nie wykorzystano społecznej chęci budowania i życia w Polsce socjalnej, a nie kapitalistycznej. Nie ma się jednak co dziwić, że ruch związkowy zawalił, skoro miał takich "przywódców" jak Lech Wałęsa, który otwarcie głosił, że nie może dopuścić do powstania dużego i silnego związku NSZZ "Solidarność", bo to może nieść za sobą zagrożenie.

Zagrożenie oczywiście dla grabieży i złodziejstwa w postaci tzw. planu Balcerowicza. Później ze zdumieniem mogliśmy patrzeć na pikietę pewnych związkowców z poparciem dla zamykania kopalń w Wałbrzychu, a następnie na zgodę na likwidację górnictwa na Górnym Śląsku. Dziś ci "związkowcy" kandydują do Parlamentu ugrupowania parlamentarnego w III RP - Platformy Obywatelskiej. By nie być jednak do końca pesymistycznym, należy zwrócić uwagę na wzrost mniejszych, lecz radykalnych organizacji związkowych. Wzrasta ich znaczenie i liczebność, ponieważ zmienia się świadomość pracowników. Otwierają im się oczy na to który związek w zakładzie trzyma z pracodawcą, który kręci biznesy, a który chce coś dla załogi zrobić lub to robi. To dobra wróżba na przyszłość, gdyż polscy pracownicy zasługują na autentyczne związki zawodowe, czyli takie, które koncentrować się będą wyłącznie na prawach i interesach ludzi pracy. Gdzie liderzy związkowi będą działaczami z powołania, a nie watażkami o biznesowej lub lawiranckiej naturze. Po 1989 r. związki zawodowe były jedynym obrońcą ludzi pracy. Jak wiadomo, obrońcy raz są lepsi, a raz gorsi. Nie było jeszcze takiego rządu, który by nie przykręcił śruby pracownikom. By być skutecznym czyimś obrońcą, należy słuchać tych, których ma się bronić. Jeśli popatrzymy na zmarnowaną szansę z grudnia ub.r. na strajk powszechny w Polsce to możemy wątpić w jakość takich obrońców. Jeśli ktoś boi się proklamować strajk w obronie ludzi pracy, powinien zająć się prowadzeniem ogródka działkowego, a nie związku zawodowego!

Jaki był największy sukces związków zawodowych w ciągu tych 20-lat? Jakaś spektakularna akcja?

Grzegorz Ilka: Praca związkowa nie polega na spektakularnych akcjach - to codzienna praca. Było dużo akcji i sukcesów, jednym z takich sukcesów związkowych był np. pierwszy legalny strajk w III RP, w KGHM obronie Polskiej Miedzi który przeprowadził Ryszard Zbrzyzny, i doprowadził do tego, że KGHM nie został sprzedany zagranicznej spółce, która dziś nie istnieje. "Polska Miedź" jest nadal perłą w koronie polskich firm z udziałem Skarbu Państwa. Innym sukcesem było stworzenie - pod naciskiem związków zawodowych, przy dużej współpracy Jacka Kuronia - Trójstronnej Komisji ds. Społeczno-Gospodarczych, czyli mechanizmu dialogu społecznego w Polsce niezależnego od gier politycznych w parlamencie.

Wielkim, dziś zapomnianym sukcesem, była nowelizacja Kodeksu pracy w 1996 roku. Kodeksu, którego dziś bronimy przed liberałami. Wówczas przewodniczącym Nadzwyczajnej Komisji sejmowej był związkowiec z ZNP Wit Majewski, a wiceprzewodniczącym związkowiec-socjalista Cezary Miżejewski - później współzałożyciel OPZZ Konfederacja Pracy.

Myślę, że ostatnim sukcesem były walki płacowe w latach 2007-2008, które na fali prosperity gospodarczej doprowadziły do dużych podwyżek płac - niestety tylko tam, gdzie działają związki zawodowe - a w konsekwencji do zmniejszenia rozwarstwienia społecznego w Polsce.

Andrzej Kliś: Okupacja MPK w Białymstoku trwająca od lipca do września 1991 r. Burzliwe wiece na terenie Stoczni Szczecińskiej w 2002 i sierpniowa akcja stoczniowców w obronie szwaczek z "Odry".

Wszystkie te działania, które wynikały ze spontanicznego jednoczenia się pracowników w celu walki o swój byt. Często nie były one inspirowane przez oficjalne władzę central związkowych. Były sukcesem, gdyż były autentyczne. Tak naprawdę nie wzniecone uchwałami jakie zapadają w centralach związkowych, tylko zwykłą ludzka solidarnością i chęcią walki o swoje miejsce na świecie. To były największe sukcesy robotników, mimo iż nie nagłaśniane przez media, mimo że nie zawsze kończyły się zwycięstwem, to jednoczyły ludzi. O takich zrywach nie mogą nawet marzyc duże centrale związkowe... bo cierpią na impotencje działania i uległość względem swych mocodawców. Historia pokazała, że rewolucja może zacząć się od podwyżki ceny kotleta na stołówce... Dlatego spontaniczne wybuchy społeczne są moim zdaniem tak ważne. One też powinne być wyznacznikiem działań związków zawodowych.

Barbara Radziewicz:
Moim zdaniem w pewnym stopniu sukcesem zakończyły się protesty ZNP w obronie przywilejów wynikającym z Karty Nauczyciela, związków zrzeszających górników w zakresie wywalczenia emerytur pomostowych oraz związku służb mundurowych walczących przeciwko nowelizacji ustawy.

Patryk Kosela: Trudno mówić o jakimś głównym sukcesie, ale do serii sukcesów zaliczyć można uratowanie KGHM przed sprzedażą, skuteczna obrona górnictwa węgla kamiennego przed demontażem, pierwszy w Polsce strajk w hipermarkecie, doprowadzenie do przełamania kurtyny milczenia po zabójstwie 23 górników w kopalni "Halemba". Walka toczy się codziennie w zakładach pracy i często dochodzi tam do wielu większych i mniejszych sukcesów. Jeśli popatrzymy na ponadzakładowe sukcesy związków zawodowych, to jest już gorzej. Mamy nie chroniące pracownika prawo pracy, mamy wiele wyzysku i głodowych pensji, mamy wreszcie zupełne nie liczenie się ze zdrowiem i życiem pracowników przez pracodawców.

Czy związkowców spotykały jakieś represje za ich działalność związkową? Czy spotykały ich szykany w pracy?

Grzegorz Ilka:
Te szykany cały czas trwają. To jest konsekwencja neoliberalnej rewolucji w Polsce, która doprowadziła związki zawodowe do sytuacji w jakiej są obecnie. Związki nie są w stanie skutecznie bronić interesów pracowniczych, gdyż istnieje po stronie władzy i pracodawców zgoda na bezkarne niszczenie związków zawodowych, w zakładach pracy. Zwłaszcza dotyczy to sektora prywatnego.

Represji było tak wiele w ciągu tych 20 lat, że można by grubą książkę napisać. Sam byłem pełnomocnikiem związku w kilkunastu sprawach i to najgorszych - bo w Warszawie. Tu prosta sprawa o przywrócenie do pracy związkowca wyrzuconego z naruszeniem ustawy o związkach zawodowych trwa kilka lat.

Andrzej Kliś:
Największe centrale związkowe spotkały się z masowymi szykanami, ale ze strony zdradzonych przez nie robotników. Te szykany skierowane były głównie do władz tych dużych związków, które bardziej działają jak partie polityczne a nie obrońcy robotników.

Poza tym na przestrzeni tych lat szykanowani byli pracownicy przez swoich pracodawców. Wiele osób zostało wyrzuconych za sama próbę założenia związków zawodowych. Nie ważne jakie one by były i z jaka centralą związane, głównym zarzutem względem dużych zz jest to, że nie stawały w obronie swoich związkowców. Takich przypadków nawet nie da się zliczyć.

W ostatnich latach można zaobserwować masowe procesy związkowców za strajki. Narzędzie walki pracowniczej jakim jest strajk, jest coraz częściej negowane. Organizatorzy są oskarżania i zwalniani. Nawet w przypadku wygranych spraw w sądzie nie przywraca się ich do pracy. Jest to polityka eliminacji działaczy związkowych i moim zdaniem jest najbardziej niebezpiecznym zjawiskiem.

Barbara Radziewicz: Tak, znamy takie przypadki, w większości polegały one na bezprawnym i pokrętnym doprowadzeniu do usunięciu z zakładu aktywistów związkowych lub doprowadzeniu do likwidacji całej organizacji związkowej, np. w przypadku przekształcenia zakładu użyteczności publicznej w spółkę handlową. Większość spraw znalazła swój finał w sądach zresztą z różnym skutkiem. Procesy tego typu są długie i bardzo wyczerpujące emocjonalnie i zarazem finansowo. Bardzo często działacze związkowi nie otrzymują od swoich centrali takiego wsparcia, jakiego należałoby oczekiwać, szczególnie w zakresie pomocy prawnej. Partnerem w walce o prawa związkowe i pracownicze winna być Państwowa Inspekcja Pracy. Niestety życie ukazuje co innego, opinia lub stanowisko PIP nie jest wiążącym dokumentem dla polskich sądów pracy, a bardzo często zwolnionego pracownika finansowo nie stać na wynajęcie prawnika lub wniesienie podstawowej opłaty za wniesienie sprawy do sądu. Dość często spotykamy się z problemem stosowania przez pracodawcę mobbingu w stosunku do działaczy związkowych lub zarządu organizacji zakładowej, który przekłada się na topnienie ilości członków związku w zakładzie.

Patryk Kosela:
Oczywiście. Ci związkowcy, którzy wykonują swoje obowiązki i nie idą na układy z pracodawcą, spotykają się niestety z szykanami i represjami. Pojawia się i problem niedopuszczania do utworzenia zakładowych organizacji związkowych, gdzie natychmiast zwalnia się takiego związkowego lidera. Są też próby zniszczenia istniejących już struktur związkowych. Podam tu przykłady wrocławskiego FagorMastercook czy kopalni "Szczygłowice". Ale działać trzeba. Związkowanie to powołanie i działanie na rzecz drugiego człowieka. Działać trzeba też zdecydowanie, bo jak mawiał śp. założyciel Wolnego Związku Zawodowego "Sierpień 80", Daniel Podrzycki - działać trzeba radykalnie, bo jak się działa na pół gwizdka to i sukces jest na pół gwizdka. Działacze związkowi sobie poradzą z szykanami. Są w Polsce sądy i tam kończą się związkowe represje. Dla związkowca najważniejsze, by pracownikom nie działa się krzywda.

A jak obecny rząd podchodzi do dialogu społecznego? Czy możemy mówić o stosunkach partnerskich?

Grzegorz Ilka:
Obecny rząd jest rządem liberalnym. Jeżeli rządziła katolicka prawica - oni mają w pamięci encyklikę Laborem Exercens - to miała zaplecze społeczne w NSZZ "Solidarność", a jeśli SLD to miał poparcie w OPZZ, i w mniejszym czy większym stopniu rządzący liczyli się ze "swoimi" związkowcami. Moim zdaniem, prawicowe rządy AWS czy PiS, bardziej się liczyły z "Solidarnością" niż lewicowe SLD z OPZZ, kiedy wicepremierem, ministrem gospodarki był Jerzy Hauser.

Obecny rząd nie ma poparcia po stronie związków zawodowych, tylko w organizacjach pracodawców. I dlatego na jakakolwiek przychylność tego rządu jako związkowcy nawet nie liczymy.

Liberałowie są świetni w technice PR. Walkę o emerytury pomostowe czyli wcześniejsze emerytury dla ludzi pracujących w wyjątkowo ciężkich warunkach wygrali. Pozbawili uprawnień emerytalnych kilkaset tysięcy ludzi bez spadku poparcia społecznego!

Ten rząd jest naszym wrogiem i niewątpliwie nie ma ochoty tolerować organizacji pracowniczych. Ale udajemy, że wszystko jest w porządku.

Andrzej Kliś: Jedyny dialog z władzą, to dialog ulicy. Komisja trójstronna to kompromitacja. Jakikolwiek kompromis związków zawodowych z rządem to zdrada ludzi pracy. Dlatego tak istotne jest nieustanne rozwijanie taktyki anarchosyndykalistycznej. Salonowe pudle dużych centrali związkowych to nie wilki. Rząd wysyła policję przeciwko protestującym pracownikom, dlatego NIGDY nie można go traktować jako partnera.

Barbara Radziewicz: Pozornie może wydawać się nam, że dialog społeczny funkcjonuje bez zastrzeżeń i jest on oparty na zasadach partnerskich. Z założenia dialog społeczny i partnerstwo są podstawą naszego ustroju gospodarczego. Kulisy wyglądają mniej optymistycznie. Wprawdzie istnieją różne organy dialogu społecznego m.in. Komisja Trójstronna, Komisje Dialogu Społecznego różnych szczebli, ale w praktyce opinia lub wnioski wspólnie opracowane nie zawsze są dokumentem wiążącym dla organu decyzyjnego, ponieważ w/w organy mają jedynie charakter doradczy.

Patryk Kosela: Obecny rząd PO-PSL znalazł się w komfortowej sytuacji, gdzie wszystko tłumaczy kryzysem, którego koszty przerzuca na barki pracowników. Każe im zaciskać pasa, lecz to nic nowego, bo czy kryzys był czy go nie było trzeba go było zaciskać. Dociera to do świadomości pracowników, którzy coraz częściej i głośniej mówią: o nie, my za wasz kryzys płacić nie będziemy. Bo w dobie hossy podwyżek nie było, choć sytuacja ekonomiczna na to pozwalała, a dziś gdy jest bessa to ma być obniżka? I jest bunt, opór. Często poza dużymi związkami zawodowymi, których liderzy wiodą żywot salonowych kotów i lepiej się czują pośród znanych polityków i przedstawicieli pracodawców, niż pośród ludzi pracy. Jedna impreza, druga i głupio takiemu szefowi centrali stępić ostrze wymierzone w pracownika. Stosunki na linii centrale z Komisji Trójstronnej-rząd to układ partnerski, a czasem wydaje się, że i towarzyski. I nadzieja w tym, że w niedługim czasie związki te znikną, a wtedy odrodzi się autentyczny ruch związkowy zajmujący się tylko sprawami pracowniczymi. Związki muszą bronić i reprezentować pracownika, a nie świadczyć usługi kas zapomogowo-pożyczkowych czy rozdawać cebulę. Są nadzieje na przyszłość. Wystarczy popatrzeć na działalność WZZ "Sierpień 80".

Grzegorz Ilka
- przed 1989 r. związany z lewicową częścią opozycji antykomunistycznej; był m.in. drukarzem i redaktorem prasy niezależnej. Obecnie pełni funkcję sekretarza prasowego Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych.

Andrzej Kliś
- przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Inicjatywa Pracownicza w Specjalistycznym Psychiatrycznym Zakładzie Opieki Zdrowotnej w Bielsku-Białej.

Barbara Radziewicz
- działaczka lewicowa z Ełku, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Bezrobotnych.

Patryk Kosela
- przewodniczący Kołoa Terenegowego Wolnego Związku Zawodowego "Sierpień 80" w Głogowie, publicysta "Trybuny Robotniczej" i "Kuriera Związkowego".

całość przygotował i opracował: Przemysław Prekiel

Powrót na górę

Podobne artykuły